piątek, 17 stycznia 2014

puk puk

Kiedy w szkole wystawili oceny, a ja z tej okazji zrobiłam sobie dobrowolne wolne, które na usprawiedliwieniu zostanie nazwane "złym samopoczuciem" popatrzyłam przez okno i pomyślałam, że lubię niezmienność. Czasami. 
Codziennie spędzam godziny nad rozmyślaniem o tym, jak coś odchodzi w niepamięć, coś powraca na nowo, jakaś historia zatacza na koło, coś mnie zaskakuje, a coś innego pozostaje dokładnie takie samo bez względu na ilość gwiazd na niebie i cukierków w metalowej puszce stojącej na kuchennym blacie.
Zmienia się pogoda, zmieniają się ludzie, zmienia się kolor moich włosów, zmienia się ilość książek na półce i płyt rozwalających się gdzieś na podłodze. A niezmienny jest smak czekolady, zapach ulubionych perfum i uczucie kiedy idę na szóstą w tygodniu fizykę.  Chociaż one też nie są żadnym pewnikiem. Inaczej czekolada smakuje w miłym towarzystwie, a inaczej kiedy ma służyć za lek w obliczu kolejnego życiowego kryzysu dramatyzującej licealistki (tak, mówię o sobie!). Więc szukam w życiu jakiegoś dogmatu. Czegoś niezmiennego, co będzie układem odniesienia dla nieustannie zachodzących zmian.
A ja? Zmieniłam się coś między 'nic' a 'zupełnie'. Właśnie, pamięta mnie tu jeszcze ktoś? Puk puk! Wróciłam.

i a propos włosów. rudości trzeba mi. i warkocza do pasa. i wiatru we włosach.



 a światełka choinkowe wiszące cały rok w pokoju + dużo ramek ze zdjęciami sprawi takim lirycznym stworzeniom jak ja ogromnie dużo banalnej radości.
i muzycznie na koniec



miłego wieczoru
xoxo

2 komentarze:

  1. Jasne, że Cię pamiętam! Miło, że jesteś :)
    O jakiej tematyce będzie to blog, hmm? Pamiętnik? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że pamiętnikiem można to nazwać :)). Sama do końca nie wiem czego chcę, wyjdzie w praniu :-))

      Usuń